• Czwartek, 8 października 2026

Coraz więcej młodych ludzi mówi: „nie mam przyjaciół”. Dlaczego budowanie bliskich relacji stało się trudniejsze niż jeszcze dekadę temu?

Młodość kojarzy się zwykle z czasem intensywnego życia społecznego - szkołą, studiami, imprezami, pierwszą pracą i dużą liczbą znajomych. Najnowsze dane pokazują jednak, że dla rosnącej grupy młodych osób rzeczywistość wygląda inaczej. Badanie brytyjskiego Institute for Public Policy Research wskazuje, że wśród młodych ludzi w Anglii odsetek osób deklarujących brak jakiegokolwiek bliskiego przyjaciela wzrósł z około 1 proc. w 2014 roku do około 5 proc. obecnie. Spadł również udział młodych posiadających co najmniej trzech bliskich przyjaciół. Nie jest to wyłącznie brytyjski sygnał. OECD pokazuje, że w wielu krajach rozwiniętych młodzi ludzie coraz rzadziej spotykają się ze znajomymi twarzą w twarz, częściej deklarują niezadowolenie z relacji i nieco częściej mówią, że nie mają osoby, na którą mogliby liczyć w trudnej sytuacji.

Nie istnieje jednak jedna przyczyna tego zjawiska. Nie można powiedzieć, że młodzi stracili przyjaciół wyłącznie przez smartfony, pandemię albo media społecznościowe. Zmienił się cały kontekst wchodzenia w dorosłość. Więcej relacji przeniosło się do internetu, część spontanicznych spotkań została zastąpiona komunikacją cyfrową, pandemia przerwała ważny etap socjalizacji wielu nastolatków, a wysokie koszty życia, problemy mieszkaniowe i niepewność zatrudnienia dodatkowo ograniczają możliwości wspólnego spędzania czasu. WHO uznaje obecnie więzi społeczne za ważny element zdrowia publicznego i szacuje, że samotności doświadcza około jedna szósta światowej populacji, przy czym najwyższe wskaźniki obserwowane są właśnie wśród ludzi młodych.

Czy młodzi ludzie naprawdę mają dziś mniej przyjaciół niż jeszcze 10 lat temu?

Najbardziej wyraziste dane pochodzą obecnie z Anglii. Według IPPR około jedna osoba na 20 w młodej grupie wiekowej deklaruje dziś brak jakiegokolwiek bliskiego przyjaciela, podczas gdy około dekadę wcześniej było to mniej więcej jedna osoba na 100. Spadła również liczba osób posiadających kilka bliskich relacji oraz satysfakcja nastolatków z przyjaźni. Nie oznacza to, że mamy do czynienia z pokoleniem całkowicie pozbawionym kontaktów społecznych. W innych badaniach zdecydowana większość nastolatków nadal deklaruje przynajmniej jedną bliską relację. Trend jest jednak ważny, ponieważ grupa osób najbardziej odizolowanych zwiększa się, a równocześnie pogarsza się subiektywna ocena jakości części relacji.

Podobne zmiany widać w szerszych danych europejskich. OECD wylicza, że wśród osób w wieku 16-24 lat codzienne spotkania ze znajomymi twarzą w twarz deklarowało około 53 proc. badanych w 2006 roku. W 2015 roku było to 44 proc., a w 2022 roku około 36 proc. Młodzi ludzie zanotowali jeden z największych spadków spośród wszystkich grup wiekowych. Równocześnie pomiędzy 2018 a 2022 rokiem wzrosła w tej grupie częstość deklarowania samotności, niezadowolenia z relacji i braku osoby, na którą można liczyć. Zmiany procentowe nie są ogromne, ale występują równolegle w wielu wskaźnikach, dlatego OECD określa je jako sygnał ostrzegawczy wymagający dalszej obserwacji.

Dlaczego media społecznościowe nie zawsze pomagają budować prawdziwe przyjaźnie?

Internet daje młodym ludziom możliwości kontaktu, których wcześniejsze pokolenia nie miały. Można codziennie rozmawiać z osobą mieszkającą setki kilometrów dalej, znaleźć grupę osób o bardzo niszowych zainteresowaniach albo podtrzymywać kontakt ze znajomymi po przeprowadzce. Dlatego błędem byłoby stwierdzenie, że media społecznościowe po prostu niszczą relacje. Najnowsze dane OECD pokazują nawet, że osoby często spotykające się ze znajomymi offline nierzadko są również bardzo aktywne w social mediach. Dla wielu nastolatków życie internetowe i fizyczne nie są osobnymi światami - ta sama grupa rozmawia w szkole, później komunikuje się na czacie, gra razem i ogląda te same materiały w sieci.

Problem zaczyna się wtedy, gdy kontakt cyfrowy zastępuje sytuacje pozwalające na rozwijanie głębszej relacji. Polubienie zdjęcia, obejrzenie relacji albo przesłanie krótkiego filmu daje poczucie obecności innych ludzi, ale nie musi prowadzić do rozmowy, wzajemnego wsparcia czy poczucia, że druga osoba naprawdę nas zna. Łatwo więc posiadać setki kontaktów i jednocześnie nie mieć nikogo, do kogo można zadzwonić w trudnym momencie. WHO podkreśla, że więź społeczna ma nie tylko wymiar liczbowy. Znaczenie ma również jakość kontaktów, ich funkcja oraz to, czy człowiek rzeczywiście otrzymuje wsparcie. Duża sieć online nie zawsze spełnia te potrzeby, a bierne obserwowanie życia innych może dodatkowo pogłębiać poczucie bycia poza grupą.

Czy pandemia COVID-19 mogła trwale utrudnić młodym ludziom budowanie bliskich relacji?

Pandemia przypadła dla części obecnych młodych dorosłych na szczególnie ważny etap rozwoju społecznego. Osoby, które miały wtedy kilkanaście lub niewiele ponad 20 lat, straciły miesiące normalnych zajęć szkolnych, studiów, imprez, zajęć sportowych oraz przypadkowych codziennych kontaktów. Zdalna nauka pozwalała utrzymać edukację, ale nie była pełnym odpowiednikiem spędzania kilku godzin dziennie z rówieśnikami. Tymczasem przyjaźnie często nie powstają wskutek jednego zaplanowanego spotkania. Rozwijają się poprzez dziesiątki drobnych interakcji - wspólną drogę do domu, rozmowę po zajęciach, siedzenie obok siebie czy spontaniczne wyjście po szkole. Gdy te sytuacje zniknęły, część osób miała znacznie mniej okazji do rozwijania relacji.

Nie można jednak całego obecnego kryzysu samotności przypisywać pandemii. Dane OECD pokazują, że spadek częstotliwości bezpośrednich spotkań rozpoczął się znacznie wcześniej. Pomiędzy 2006 a 2015 rokiem widoczny był już znaczący spadek codziennych kontaktów twarzą w twarz, a okres COVID-19 prawdopodobnie nasilił istniejący kierunek zmian. Co więcej, niektóre wskaźniki po pandemii nie wróciły jeszcze do wcześniejszych poziomów. Możliwe więc, że dla części młodych ludzi pandemia była nie początkiem problemu, lecz momentem przyspieszającym przejście do stylu życia, w którym więcej relacji utrzymuje się zdalnie, a spontanicznych okazji do spotkań jest mniej.

Dlaczego brak miejsc do spontanicznych spotkań może zwiększać samotność młodych ludzi?

Przyjaźń potrzebuje nie tylko odpowiednich osób, ale również przestrzeni, w której te osoby mogą regularnie się spotykać. Szkoła czy uczelnia przez wiele lat zapewniają takie środowisko niemal automatycznie. Po rozpoczęciu dorosłego życia sytuacja się zmienia. Praca może odbywać się zdalnie, znajomi mieszkają w różnych częściach miasta, część osób przeprowadza się za zatrudnieniem, a każde spotkanie trzeba wcześniej zorganizować. Jeżeli równocześnie brakuje łatwo dostępnych miejsc wspólnej aktywności - klubów, bibliotek, lokalnych organizacji, boisk, kawiarni, parków czy zajęć grupowych - nawiązywanie nowych znajomości staje się znacznie trudniejsze. OECD określa takie miejsca mianem infrastruktury społecznej i zwraca uwagę, że mogą odgrywać istotną rolę w przeciwdziałaniu izolacji.

Znaczenie mają również koszty. Wysokie ceny mieszkań mogą zmuszać młodych ludzi do zamieszkania daleko od znajomych albo pozostawania dłużej w domu rodzinnym. Brak własnej przestrzeni utrudnia organizowanie spotkań, a dojazd przez całe miasto może sprawić, że spontaniczne wyjście przestaje być spontaniczne. Dodatkowo wiele popularnych sposobów spędzania czasu kosztuje - restauracja, koncert, zajęcia sportowe czy weekendowy wyjazd mogą być problemem dla osoby z niewielkim dochodem. OECD wskazuje, że trudna sytuacja mieszkaniowa może ograniczać zarówno możliwość przyjmowania znajomych, jak i mieszkanie w pobliżu własnej sieci społecznej. Oznacza to, że samotność nie zawsze wynika z braku umiejętności społecznych. Czasem jest częściowo konsekwencją tego, jak zorganizowane jest codzienne życie.

Czy problemy psychiczne utrudniają nawiązywanie przyjaźni, czy brak przyjaciół pogarsza zdrowie psychiczne?

Oba mechanizmy mogą działać jednocześnie. Osoba cierpiąca na depresję może mieć mniej energii, rzadziej odpowiadać na wiadomości i częściej rezygnować ze spotkań. Lęk społeczny może sprawić, że każde poznanie nowych ludzi wiąże się z ogromnym napięciem. Niska samoocena może prowadzić do przekonania, że inni nie są zainteresowani kontaktem, nawet gdy obiektywnie tak nie jest. Z czasem sieć społeczna zaczyna się zmniejszać, co może dodatkowo pogłębiać samotność i objawy psychiczne. Z drugiej strony człowiek, który rzeczywiście nie ma bliskich relacji i wsparcia, może gorzej radzić sobie ze stresem, rozstaniem, trudnościami w pracy czy problemami finansowymi.

WHO traktuje dziś samotność i izolację społeczną jako istotne czynniki związane ze zdrowiem psychicznym i fizycznym. Jednocześnie zależność ta nie pozwala stwierdzić, że brak przyjaciół automatycznie prowadzi do depresji albo że depresja zawsze prowadzi do samotności. W najnowszych danych IPPR bardzo wysoki odsetek młodych osób spełniał kryteria podwyższonego dystresu psychicznego, a równolegle pogarszały się wskaźniki relacji społecznych. Badacze wskazują jednak na całe środowisko czynników: zdrowie psychiczne, media cyfrowe, skutki pandemii, sytuację ekonomiczną i trudniejsze przechodzenie do dorosłości. Dlatego problemu nie da się rozwiązać wyłącznie hasłem, że młodzi powinni „częściej wychodzić z domu”.

Dlaczego dorosłym może być trudniej zawierać nowe przyjaźnie niż w szkole lub na studiach?

Szkoła jest niezwykle skutecznym środowiskiem tworzenia relacji, nawet jeśli młody człowiek wcale nie podejmuje świadomego wysiłku, aby zdobywać przyjaciół. Przez kilka lat niemal codziennie widzi te same osoby, uczestniczy z nimi w podobnych wydarzeniach i przeżywa wspólne doświadczenia. Powtarzalność kontaktu pozwala stopniowo przechodzić od znajomości do koleżeństwa, a następnie do przyjaźni. Po zakończeniu edukacji ten mechanizm często znika. W pracy ludzie mogą znajdować się na różnych etapach życia, pracować hybrydowo albo zmieniać firmy co kilka lat. Przeprowadzka do nowego miasta dodatkowo oznacza konieczność tworzenia sieci społecznej praktycznie od początku.

Jednocześnie życie dorosłe jest bardziej zaplanowane. Spotkanie ze znajomym konkuruje z pracą, dojazdami, obowiązkami domowymi, związkiem, dziećmi, treningiem czy zwykłym zmęczeniem. Relacja, która w wieku 18 lat mogła rozwijać się podczas codziennych kontaktów, w wieku 28 lat wymaga czasami kilku tygodni uzgadniania terminów. To sprawia, że szczególnie ważne stają się miejsca pozwalające regularnie spotykać te same osoby: zajęcia sportowe, wolontariat, grupy zainteresowań, organizacje lokalne czy kursy. Przyjaźń zwykle nie powstaje od jednego odważnego zagadania do obcego człowieka. Częściej jest efektem wielu niewielkich kontaktów, dlatego środowiska zapewniające regularność mogą być skuteczniejsze niż jednorazowe próby „znalezienia przyjaciela”.

Co można zrobić, gdy młody człowiek czuje, że nie ma żadnych przyjaciół?

Pierwszym krokiem jest rozróżnienie dwóch sytuacji: braku kontaktów i braku relacji, które są wystarczająco bliskie. Ktoś może znać wiele osób, ale mieć poczucie, że żadnej nie może powiedzieć o swoich problemach. W takim przypadku rozwiązaniem nie zawsze jest poznanie kolejnych dziesięciu ludzi. Czasem ważniejsze może być pogłębienie jednej istniejącej znajomości - zaproponowanie spotkania, napisanie wiadomości bez konkretnego powodu, powiedzenie czegoś bardziej osobistego albo regularne podtrzymywanie kontaktu. Bliskość zazwyczaj powstaje stopniowo i wymaga wzajemności. Jeżeli obie strony pozostają wyłącznie na poziomie krótkich wiadomości i okazjonalnych reakcji w mediach społecznościowych, relacja może nigdy nie przejść na głębszy poziom.

W przypadku osoby rzeczywiście pozbawionej kontaktów ważne jest natomiast tworzenie powtarzalnych okazji do spotkań z tymi samymi ludźmi. Jednorazowa impreza może nie wystarczyć, zwłaszcza komuś nieśmiałemu. Znacznie większą szansę daje aktywność odbywająca się co tydzień: sport grupowy, kurs językowy, klub planszówek, wolontariat, zajęcia artystyczne czy lokalna organizacja. Równocześnie warto zwrócić uwagę, czy izolacji nie towarzyszą silny lęk społeczny, depresja albo inne problemy psychiczne utrudniające kontakt z ludźmi. Wtedy sama rada, aby „wyjść do ludzi”, może być niewystarczająca i potrzebne może być profesjonalne wsparcie. Najnowsze raporty WHO i OECD wskazują zresztą, że walka z samotnością nie powinna obciążać wyłącznie jednostki. Potrzebne są również miejsca i warunki społeczne, które ułatwiają ludziom regularne spotykanie się oraz budowanie relacji.