• Czwartek, 8 października 2026

Do długiej pracy można się przyzwyczaić? Badanie ponad 43 tys. osób pokazuje, że psychika może płacić za nadgodziny przez lata

Przez pewien czas można mieć wrażenie, że organizm przyzwyczaja się do intensywnej pracy. Późne wychodzenie z biura, odpowiadanie na wiadomości wieczorem czy regularne zostawanie po godzinach stopniowo stają się częścią codzienności. Człowiek przestaje zwracać uwagę na zmęczenie, tworzy nowe rytuały i zaczyna traktować długi dzień pracy jako coś normalnego. Nie oznacza to jednak, że psychiczne koszty takiego trybu funkcjonowania rzeczywiście znikają. Nowe badanie oparte na wieloletnich danych ponad 43 tysięcy osób wskazuje, że w przypadku pracy trwającej dłużej, niż pracownik sam chciałby pracować, może być dokładnie odwrotnie - pogorszenie dobrostanu psychicznego nie tylko nie znika, ale wraz z utrzymywaniem się tej sytuacji może się pogłębiać.

Badacze wykorzystali dane niemieckiego badania panelowego SOEP zbierane od 1984 do 2019 roku. Interesowała ich przede wszystkim sytuacja określana jako overemployment, czyli niedopasowanie liczby rzeczywiście przepracowywanych godzin do liczby godzin preferowanych przez pracownika. Wyniki pokazały spadek wskaźników zdrowia psychicznego już w pierwszym roku takiego niedopasowania, a w kolejnych latach efekt był większy. Nie znaleziono więc przekonujących dowodów na tzw. adaptację hedoniczną, w której człowiek stopniowo przyzwyczaja się do niekorzystnych warunków i wraca do wcześniejszego poziomu dobrostanu. Wyniki sugerują, że w przypadku niechcianej długiej pracy taki mechanizm może po prostu nie występować.

Czy człowiek może naprawdę przyzwyczaić się do pracy po kilkanaście godzin dziennie?

Ludzie potrafią adaptować się do bardzo wielu zmian. Nowa praca, przeprowadzka, większa odpowiedzialność czy zmieniony rytm dnia początkowo mogą wywoływać silne emocje, które później słabną. W psychologii mówi się w tym kontekście o adaptacji hedonicznej - tendencji do stopniowego powrotu poziomu samopoczucia w kierunku wcześniejszej wartości po pozytywnych lub negatywnych wydarzeniach. Można więc przypuszczać, że podobny proces występuje również przy długiej pracy. Początkowe przeciążenie powinno z czasem stać się mniej dotkliwe, ponieważ pracownik organizuje się lepiej, zmienia przyzwyczajenia i zaczyna traktować przedłużony dzień jako nową normę.

Badanie opublikowane w „Social Science & Medicine” nie potwierdziło jednak takiego scenariusza w przypadku osób pracujących więcej, niż same chciały. W pierwszym roku pozostawania w sytuacji overemployment wynik komponentu zdrowia psychicznego kwestionariusza SF-12 spadał przeciętnie o około 0,44 punktu. W kolejnych okresach spadek zwiększał się do około 0,80-1,13 punktu, co odpowiadało około 8-11 procentom odchylenia standardowego tego wskaźnika. Nie należy interpretować tych wartości jako diagnozy depresji czy zaburzenia lękowego u konkretnej osoby. Pokazują jednak, że na poziomie populacji obciążenie psychiczne związane z niedopasowaniem czasu pracy nie znikało wraz z kolejnymi latami.

Dlaczego praca dłuższa, niż sami chcemy, może szczególnie szkodzić psychice?

Sama liczba godzin nie opisuje całego doświadczenia pracy. Dwie osoby mogą pracować po 50 godzin tygodniowo i zupełnie inaczej odbierać tę sytuację. Pierwsza może świadomie zdecydować się na intensywny okres związany z rozwojem firmy, dodatkowym wynagrodzeniem albo realizacją ważnego projektu. Druga może pracować tyle samo dlatego, że wymaga tego przełożony, brakuje personelu albo obawia się negatywnych konsekwencji odmowy. Właśnie z tego powodu badacze skoncentrowali się na różnicy pomiędzy rzeczywistym i preferowanym czasem pracy. Niedopasowanie może oznaczać nie tylko fizyczne zmęczenie, lecz także ograniczone poczucie kontroli nad własnym czasem.

Poczucie kontroli ma duże znaczenie dla dobrostanu psychicznego. Jeżeli dodatkowa praca jest narzucona lub wydaje się nieunikniona, człowiek może doświadczać konfliktu pomiędzy obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym. Mniej czasu pozostaje na odpoczynek, relacje, aktywność fizyczną, hobby czy zwyczajne wykonywanie codziennych obowiązków. Z czasem może narastać wrażenie, że praca przejmuje coraz większą część życia, nawet jeśli sam pracownik nauczył się wykonywać swoje zadania sprawniej. To pomaga wyjaśnić, dlaczego warto badać nie tylko liczbę godzin, lecz także pytanie: „Ile godzin chciałbyś pracować?”. Różnica między odpowiedzią a rzeczywistością może być ważną informacją o obciążeniu.

Co pokazało badanie ponad 43 tysięcy pracowników dotyczące długich godzin pracy?

Autorzy wykorzystali dane German Socio-Economic Panel, jednego z największych i najdłużej prowadzonych badań gospodarstw domowych w Niemczech. Analiza objęła 43 570 osób obserwowanych w różnych okresach pomiędzy 1984 a 2019 rokiem. Dzięki panelowej konstrukcji danych badacze mogli analizować zmiany zachodzące u tych samych osób, zamiast jedynie porównywać pracujących długo z pracującymi krócej w jednym momencie. Zastosowano modele efektów stałych oraz analizę okresów przed pojawieniem się overemployment i po jego wystąpieniu. Takie podejście pomaga ograniczyć wpływ niektórych trwałych różnic między ludźmi, na przykład cech osobowości, które mogłyby jednocześnie wpływać na sposób pracy i samopoczucie.

Najważniejszy wynik dotyczył zdrowia psychicznego. Gdy człowiek zaczynał pracować więcej, niż chciał, wskaźnik zdrowia psychicznego pogarszał się i pozostawał obniżony podczas dalszego trwania tej sytuacji. Podobny wzorzec dotyczył satysfakcji z pracy, ilości czasu wolnego, własnego zdrowia i życia jako całości. Jednocześnie zależność dotycząca zdrowia fizycznego była słabsza i mniej konsekwentna. Nie oznacza to, że nadmierna praca nie wpływa na ciało, lecz w analizowanym zbiorze najbardziej stabilny i wyraźny wzorzec dotyczył właśnie dobrostanu psychicznego. To jeden z powodów, dla których autorzy zwracają uwagę na konsekwencje długoterminowe, a nie tylko chwilowe przemęczenie po intensywnym tygodniu.

Czy kilka miesięcy nadgodzin szkodzi tak samo jak kilka lat przeciążenia pracą?

Wyniki wskazują, że czas trwania niedopasowania może mieć znaczenie. Gdyby ludzie stopniowo przyzwyczajali się do niechcianej długiej pracy, należałoby oczekiwać największego pogorszenia samopoczucia na początku, a później stopniowego zmniejszania różnicy. Badacze zaobserwowali przeciwny wzorzec. Spadek wyniku zdrowia psychicznego był umiarkowany w pierwszym roku, a następnie pogłębiał się. Właśnie to skłoniło autorów do wniosku, że nie widać typowej adaptacji. W komunikacie London School of Economics współautor Christian Krekel podsumował wyniki stwierdzeniem, że ludzie zamiast przyzwyczajać się do zbyt długiej pracy czują się gorzej, im dłużej taka sytuacja trwa.

Można to interpretować jako efekt kumulowania się różnych kosztów. Początkowo pracownik może ograniczyć czas wolny albo skrócić odpoczynek i nie odczuć poważniejszych konsekwencji. Jeżeli jednak taki model funkcjonowania trwa przez kolejne miesiące i lata, coraz trudniejsze może być utrzymywanie relacji, regularnego snu, aktywności fizycznej czy zainteresowań niezwiązanych z pracą. Mogą narastać również konflikty rodzinne i poczucie braku równowagi. Samo badanie nie pozwala jednak stwierdzić, który z tych mechanizmów odpowiada za obserwowaną zależność. Pokazuje przede wszystkim, że negatywny związek z dobrostanem psychicznym nie wygląda na krótkotrwały koszt, który automatycznie znika dzięki przyzwyczajeniu.

Czy każda osoba pracująca ponad 40 godzin tygodniowo jest zagrożona pogorszeniem zdrowia psychicznego?

Nie. Nowego badania nie należy interpretować jako dowodu, że przekroczenie konkretnego progu godzin automatycznie prowadzi do pogorszenia psychiki. Jego głównym przedmiotem było overemployment, a więc praca dłuższa niż preferowana. Jest to istotna różnica. Osoba pracująca 45 godzin, która chciałaby pracować właśnie tyle, nie znajduje się w takiej samej sytuacji jak ktoś pracujący 45 godzin, choć wolałby pracować 35. Nie oznacza to również, że dowolnie długa praca staje się bezpieczna, jeśli jest dobrowolna. Inne badania wiążą bardzo długie tygodnie pracy z różnymi niekorzystnymi wynikami zdrowotnymi. Nowa analiza pokazuje natomiast, że subiektywne niedopasowanie czasu pracy jest dodatkowym, ważnym elementem problemu.

Warto również uważać na drugi skrajny wniosek - że wystarczy lubić swoją pracę, aby nadgodziny nie miały znaczenia. Organizm nadal potrzebuje snu, regeneracji i czasu poza aktywnością zawodową. Co więcej, preferowana liczba godzin może zmieniać się w zależności od sytuacji rodzinnej, wieku, stanu zdrowia czy etapu kariery. Z tego powodu rozsądniejszym sposobem oceny obciążenia jest jednoczesne uwzględnienie kilku elementów: rzeczywistego czasu pracy, liczby godzin preferowanych przez pracownika, możliwości odpoczynku, stopnia kontroli nad grafikiem oraz objawów przeciążenia. Sama liczba wpisana w umowie nie opisuje całej sytuacji psychologicznej.

Dlaczego nadgodziny mogą obniżać satysfakcję z życia również poza miejscem pracy?

Doba nie wydłuża się razem z godzinami pracy. Każda kolejna godzina zawodowych obowiązków musi więc zostać zabrana z innej części życia. Czasami kosztem jest odpoczynek, innym razem sen, spotkanie z rodziną, sport albo zwykła możliwość nicnierobienia. Przez krótki okres takie przesunięcie może wydawać się łatwe do zaakceptowania. Problem pojawia się wtedy, gdy tymczasowy wyjątek staje się stałym modelem funkcjonowania. Człowiek może nadal dobrze wykonywać obowiązki zawodowe, jednocześnie stopniowo tracąc elementy życia, które wcześniej pełniły funkcję regeneracyjną i dostarczały poczucia sensu niezależnego od pracy.

W badaniu konsekwencje overemployment nie ograniczały się do oceny samej pracy. Autorzy obserwowali pogorszenie satysfakcji z czasu wolnego, własnego zdrowia oraz życia jako całości. Jest to ważny wynik, ponieważ sugeruje, że problem nadmiernych godzin może rozlewać się na inne dziedziny funkcjonowania. Pracownik może więc pozornie „radzić sobie” zawodowo - wykonywać zadania, osiągać wyniki i nie brać zwolnień - a mimo to stopniowo doświadczać pogorszenia dobrostanu. Z punktu widzenia pracodawcy brak natychmiastowego spadku efektywności nie powinien więc być traktowany jako dowód, że system długich godzin nie wywołuje kosztów psychicznych.

Czy długie godziny pracy prowadzą bezpośrednio do depresji i zaburzeń lękowych?

Badanie nie pozwala postawić tak jednoznacznego wniosku. Analizowany wskaźnik SF-12 opisuje szerzej rozumiane zdrowie psychiczne i funkcjonowanie, nie jest natomiast narzędziem służącym do samodzielnego diagnozowania dużego zaburzenia depresyjnego czy zaburzeń lękowych. Spadek wyniku oznacza pogorszenie określonych wymiarów dobrostanu na poziomie statystycznym, a nie to, że każdy pracownik wykonujący nadgodziny zachoruje psychicznie. Autorzy wykorzystali zaawansowane metody panelowe ograniczające część problemów typowych dla prostych badań przekrojowych, ale nadal była to analiza obserwacyjna, a nie eksperyment, w którym ludzi losowo przydzielano do różnych czasów pracy.

Warto jednak zestawić te wyniki z wcześniejszymi obserwacjami. Metaanaliza obejmująca dane prawie 190 tysięcy osób z 35 krajów wykazała niewielki, lecz statystycznie istotny wzrost ryzyka nowych objawów depresyjnych wśród osób pracujących zazwyczaj co najmniej 55 godzin tygodniowo. Z kolei dziesięcioletnie badanie pracowników w Korei Południowej wykazało wzrost ryzyka pojawienia się myśli samobójczych i objawów depresyjnych przy szczególnie długich tygodniach pracy. Nie wszystkie badania dają identyczne wyniki, a zależności różnią się między krajami i grupami zawodowymi. Ogólny obraz uzasadnia jednak traktowanie utrzymującego się przeciążenia pracą jako jednego z potencjalnych czynników wpływających na zdrowie psychiczne.

Po czym można poznać, że liczba godzin pracy zaczyna przekraczać nasze możliwości?

Nie istnieje jeden uniwersalny sygnał ani liczba godzin, po której każdy człowiek zaczyna funkcjonować gorzej. Znaczenie mogą mieć jednak zmiany utrzymujące się przez dłuższy czas: narastające rozdrażnienie, trudność w odłączeniu myśli od obowiązków, problemy ze snem, ciągłe poczucie zmęczenia, utrata zainteresowania aktywnościami niezwiązanymi z pracą czy poczucie, że dni wolne służą wyłącznie odzyskiwaniu sił przed kolejnym tygodniem. Ważnym sygnałem może być również coraz większa różnica pomiędzy czasem, który rzeczywiście poświęcamy pracy, a tym, który sami uważalibyśmy za możliwy do utrzymania przez kolejne lata.

Warto więc zadać sobie pytanie inne niż „czy jeszcze daję radę?”. Można zapytać: „czy chciałbym funkcjonować w taki sposób również za dwa lub trzy lata?”. Człowiek potrafi wykonywać obowiązki mimo przewlekłego napięcia i nie zawsze szybko zauważa pogorszenie dobrostanu. Jeśli przeciążeniu zaczyna towarzyszyć utrzymujące się obniżenie nastroju, nasilony lęk, bezsenność, utrata zainteresowań lub wyraźne pogorszenie codziennego funkcjonowania, warto potraktować te objawy jako problem zdrowotny, a nie zwykłą cenę ambitnej pracy. Pomoc może obejmować zarówno zmianę organizacji pracy, jak i konsultację z lekarzem, psychologiem lub innym specjalistą, zależnie od nasilenia trudności.

Czy ograniczenie nadgodzin może poprawić zdrowie psychiczne pracowników?

Nowe badanie dostarcza przede wszystkim argumentu przeciwko przekonaniu, że człowiek z czasem po prostu zaakceptuje nadmierne godziny i problem sam się rozwiąże. Jeśli pracownik przez długi okres deklaruje, że chciałby pracować krócej, nie należy automatycznie zakładać, że jest to przejściowe niezadowolenie. Autorzy wskazują, że wyniki mogą mieć znaczenie dla regulacji dotyczących czasu pracy oraz rozwiązań umożliwiających pracownikom występowanie o zmianę wymiaru godzin. Z punktu widzenia organizacji ważny staje się więc nie tylko formalny limit nadgodzin, lecz także możliwość rozmowy o preferowanym obciążeniu bez obawy o konsekwencje zawodowe.

Najważniejszy wniosek jest jednak bardziej uniwersalny. To, że dany tryb życia staje się znajomy, nie oznacza jeszcze, że przestaje być obciążający. Można przyzwyczaić się organizacyjnie do późnych powrotów z pracy, weekendowych wiadomości i ciągłego braku czasu, ale nie musi temu towarzyszyć psychologiczna adaptacja. Analiza ponad 43 tysięcy osób wskazuje wręcz na możliwość odwrotnego procesu - im dłużej utrzymywało się niedopasowanie między rzeczywistym i preferowanym czasem pracy, tym większe było pogorszenie zdrowia psychicznego. Dlatego regularne nadgodziny warto oceniać nie tylko przez pryzmat wynagrodzenia i produktywności, ale również tego, ile miejsca pozostaje po nich na życie poza pracą.